PalmuniaLink Dzisiaj mamy 21.sierpnia.2008 :: 23:29
Mon petit cadeau(4)
Podróż wyczekana,wyskrobana,wykłócona,wessana póżniej łapczywie i radośnie do cna.Nasza pierwsza wspólna wakacyjna,nawiasem mówiąc.
Symbol wakacyjny-palmunia.
Teraz!Link Dzisiaj mamy 20.lipca.2008 :: 01:58
Mon petit cadeau(1)
Bezkres barwy.
Tylko dla Nas.
Teraz.
***
Zapaliłam dwa różne rodzaje kadzideł,a także świeczki w filiżankowych osłonach.
W najwyższej szybie lufcika księżyc,okrągły i jasny niczym zabawka czarownicy.
A Ty-śpisz.
Czynisz to cicho jak dziecko,mimo,że jeszcze gra muzyka.
Odblaski od płomieni potrząsają ścianami i sufitem,targają ciemność za uszy.Widziałabym wyraźnie spokojne skrzydełka Twoich rzęs,gdyby można było w tej ciemności zobaczyć cokolwiek.Ale nie,własciwie widzę wszystko na pamięć.I indyjsko różowe łuki Twoich ust także widzę.Mam je w głowie.
Podeszłam bliżej,żeby na Ciebie popatrzeć.Jesteś śliczna niczym ikona.Pod waniliową głową masz wzorzystą poduszkę,pod policzkiem-białą.Dlatego(a także dlatego,że pogrążona jesteś we śnie) łatwo Ci przydać mnóstwo dodatkowych znaczeń.Łagodność.Bezbronność.Miękkość.
Chciałabym,żebyś tutaj była zawsze.Wyobrażam sobie,kładziesz się spać wcześniej ode mnie,bo nazajutrz masz coś ważnego do zrobienia.Jemy razem kolację.Ja siedzę późno w noc,bo taki mam zwyczaj-ale wiem,że jesteś.Na końcu właźę pod kołdrę,obok,i otaczam Cię ramieniem.Wiercisz się troszkę przez sen,kołdra szeleści,może nawet coś mrukniesz,całuję Ciebie w ramię,wtedy znów zapada spokojna,cicha noc.
Na wypadek koszmaru zawsze moża otworzyć oczy.
Na dworcuLink Dzisiaj mamy 18.lipca.2008 :: 00:05
Mon petit cadeau(2)
Turyści.
Niecierpliwi:
Stoiccy:
Niekoleżeńscy:
Obrazoburczy:
Kategoryczni:
Nie ma czasu! Link Dzisiaj mamy 08.lipca.2008 :: 11:11
Mon petit cadeau(1)
Instynkt podróżnika cz.IILink Dzisiaj mamy 03.lipca.2008 :: 13:10
Mon petit cadeau(2)
Znowu zatęskniłam za życiem na walizkach.
Pewnie dlatego,że mi aktualnie za mieszczańsko-a przecież kotłując się po kartonowych pokojach do wynajęcia bywałam szczęśliwa o wiele,wiele rzadziej niż teraz.
Krótko powiem:do przeszłego modelu "globtroterskiego" nie wróciłabym za nic.Ale do zmodyfikowanego-proszę,chwytam tylko torbę i już.Nie martw się,Kochanie,tym razem nie będę się długo przygotowywać do wyjścia.Wystarczy,że umyję zęby,i że nie będziesz zwracała uwagi na to,jak skromnie wyglądam au naturel.Wszystko mogę rzucić w diabły,wszystko oprocz Ciebie.Cała reszta trzyma się na takiej cieniutkiej nitce! Miejsca,obrazy.I tak nic nigdy nie zostaje takie samo,obojętnie,jak bardzo się tęskni,czy jak niesamowicie chciałoby się wracać przez parę lat do identycznego pokoju na przykład,żeby sobie wyrobić poczucie bezpieczeństwa.Ludzie są niczym dostawy twarowe w sklepie:przybywają,ktoś ich chwyta,odchodzą,mają tylko swoje sezony.Potem się za nimi tęskni,ale co,oni mają to gdzieś,trzeba przywyknąć.
Można pojechać na piknik w to samo miejsce w lesie i tysiąc razy,ale nastrój będzie inny podczas każdego weekendu,towarzystwo się przetasuje,zmieni się fason modnych akurat spodni,kobiecych fryzur,piosenki puszczane w radiu i zapachy perfum.
Postanowiłam,że nie będę więcej osobą destrukcyjną,usunęłam więc z uszu większość kolczyków.Wlaściwie,usnęłam je całkowicie na potrzeby wizyty w sądzie,ale później,zestresowana do granic oraz permanentnie zła,poddałam się masażowi indyjskiemu.I pani ubrana na biało rozlewała mi ciepły olej na plecy,naciskała,miesiła ciało jak ciasto,potem położyła na chwilę dłonie na moich uszach.Uszy były miękkie i nagie,po raz pierwszy od pięciu lat kompletnie pozbawione ozdób.Cudze dłonie na głowie i uszach zamykały energię.Przynajmniej tak czułam.I nie było to złe zamykanie,ale takie,które coś zmieniło.Kiedy mogłam unieść głowę z leżanki,spostrzegłam otoczenie jako jasną,miłą,przyjemnie prywatną,ale nie odgrodzoną,zamszową przestrzeń o zapachu lata.Za oknem było miękko.Lagodnie przeciągnęłam się pod ręcznikiem i poczułam,że moja radość została odblokowana.Uśmiech marszczył kąciki oczu,był niewymuszony.Szaleńczo ucieszyłam się z Twojego głosu w słuchawce,z kadzideł,które zapaliłam w domu,z tego,że robi się ciemno i można zapalić świecę w kolorowej osłonie.
Nie włożyłam więcej swoich kolczyków.Miałam ich po osiem w każdej małżowinie,wszystkie dziurki przekłułam sama.Kiedy byłam trochę młodsza,wymyśliłam sobie,że każda z nich ma coś znaczyć.W praktyce znaczyły jednak tyle,że uszy bolały przy zetknięciu z poduszką,z dłonią i kiedy deszcz padał.Przywykłam do dyskomfortu.Teraz zdaję sobie sprawę,że biżuteria była datownikiem moich autoniszczycielskich zrywów,a ponadto,że nie można było mnie wygodnie pogłaskać.Delikatne miejsca ukryte i zabezpieczone,na ostro.Zobaczyłam w końcu,że to niepotrzebne,i,żeby nie brnąć ze skrajności w skrajność,zostawiłam z jednej strony trzy kolczyki,a z drugiej-dwa.
Teraz już nic nie znaczą.Nie szkodzą.Po prostu wyglądają tak,jak mi się podoba.
wiesz(j)ak?Link Dzisiaj mamy 01.lipca.2008 :: 19:07
Mon petit cadeau(0)
wiem,k**a,że nic nie wiem.
Instynkt eksplorera.Link Dzisiaj mamy 29.czerwca.2008 :: 15:12
Mon petit cadeau(1)
Jako kontrast dla ostatnich dwóch tygodni bez snu czy czasu do odstąpienia,dla roku na emocjonalnych wyżynach,w rozjazdach,wystąpiła potwornie nudna niedziela.
Siedzę,wyglądając procesu faceta,co mnie zimą zaatakował i trochę namieszał.
Czekam też na ostatni egzamin letniej sesji (co wygląda bardzo trywialnie,dopóki się nie wie,że ja muszę zdać:to kwestia żywota osobistej ambicji po zmarnowanym,angielskim roku).
Największa moja Miłości,czy Ty wiesz,że w skali Wspólnego naszego Czasu,minus listopad i Twoje zagraniczne wojaże,nie widzimy się teraz najdłużej?(Nie,nie kłótnia,nie tragedia,a niedokończona praca magisterska).Jako jednostka w pełni zaangażowana nie załatwiłam sobie na podobną okoliczność(znaczy,weekend osobno) planu B,i teraz skrobię kuchenne tależe,wyrzucam śmieci,czytam książki,które znam lepiej niż własnych rodziców,przeglądam się w lustrze.Do prania nic już nie zostało,a pokój posprzątałam w stresie kilka dni temu.Siedzę i tetryczeję.
W Dublinie,Warszawie czy innym wielkim miejscu,którego dokładnie nie znam,uruchomiłabym po prostu instynkt explorera.Ubrałabym się,zrobiła coś z twarzą,żeby wyglądać całkiem ładnie,i poszła wędrować ulicami.Ale Szczecin pełen jest resztek i jakkolwiek pragnęłabym poczuć się całkiem nowa w dużym,ekscytującym otoczeniu,to tutaj po prostu nie można.Znam ulice i krawężniki,pamiętam,co kiedyś działo się na tym i tym placu,z kim chadzałam do tej a tej knajpy,w jakim okresie własnego życia obierałam te i te ścieżki.W Szczecinie wędrówki nie mają sensu,bo zamiast zachłystywać się kolorami,rzygam tylko melancholią.
Czas wyjechać,uzmysłowiłam sobie kolejny raz.Dzisiaj to nastąpiło nad zlewem,kiedy w jednej ręce dzierżyłam druciak,a w drugiej-miseczkę z resztkami sałatki.Resztki,resztki,resztki.
Wyjedźmy,Miłości.Ale tak na pewno. Przewieźmy to,co najpotrzebniejsze,w kontenerze,a resztę wywalmy.A następnie dajmy się o zmroku oglądać zazdrosnym przechodniom na tle oświetlonego ciepło okna,jak się ze śmiechem przytulamy i ganiamy po zastawionym pudłami pokoju.Możemy się nawet pokłócić(ale tylko raz!) o to,gdzie postawić telewizor.
MusingsLink Dzisiaj mamy 28.czerwca.2008 :: 21:50
Mon petit cadeau(0)
Czy słowo "offending"-obraźliwy powstało od "to fend off"-odgonić,oganiać się?
Wpadłam na to dzisiaj podczas mycia zębów,bo woda była zimna.
...a wszystko-to Ty.Link Dzisiaj mamy 27.czerwca.2008 :: 22:44
Mon petit cadeau(0)
"Pamiętasz,jak było mi tak zimno,wtedy,i cały czas mnie przytulałaś,tak mocno mnie przytulałaś,pamiętasz?"
Pamiętam doskonale:niski pokój,w środku nocy bardzo duszny i gorący.Jak się wstawało ze snu,to niemal można się było spodziewać,że szyby okien zaparowały jak w akwarium.Poczucie dziwaczności i odwrócenia do góry nogami dominowało w tamtym czasie,szczególne,ale bardzo dobre,karmiące,pojące,sycące lepiej niż śniadanie,emocjonujące mocno.Na dworze było przejmująco lodowato,jeździłyśmy szybko samochodem,zawsze z muzyką w radiu.Pamiętam zwłaszcza trzy piosenki i miastowe lampy smyrgające do taktu,ich odbicia w szybie,tuż za kokpitem.Tych piosenek słucham obecnie tylko czasem,na przykład kiedy tęsknię za Tobą niezwykle dojmująco i chcę się pognębić psychicznie,czekając na następne widzenie.
Myślę o zimie,i wychodzi mi,że teraz już lubię tą smętną porę,a to przez pamięć na nasze wspólne,kradzione roboczym tygodniom ranki,kiedy ociągałyśmy się ze wstawaniem,żeby się jeszcze trochę dłużej poprzytulać.Potem ja malowałam białą twarz przed lustrem,z tyłu widziałam Ciebie,ubierałaś się prężnie,nastawiałaś muzykę (znowu dwa utwory,głównie),czasem śpiewałaś mi prosto w oczy z bradzo słodkim uśmiechem i swego rodzaju nakierowaniem w źrenicach,i dłońmi na moich ramionach,och,jak to uwielbiałam.I jeszcze potem wyskakiwałyśmy w lodowaty,szary dzień,szyld dworca wyskakiwał znikąd.Na uczelni pojawiałam się w każdy poniedziałek z wielkim plecakiem,"o,wracasz z Zakopanego?".
Pamiętam też,jak do Ciebie przyjeżdżałam.Ciemne wczesne popołudnia,mrówki w lędźwiach,makijaż poprawiany gorączkowo na pół godziny przed stacją Główny Poznań,bo wszystko musiało być idealnie.Czekałam,aż Cię zobaczę na peronie,a jak się tylko pojawiałaś,cały ciemnawy,biedny swiat znikał,byłaś punktem skupienia,potem dlugo,długo nic i ewentualnie chodnik,bo trzeba patrzeć czasem pod nogi.
Pamiętam,jak w Twoim domu stawiałam zawsze torbę pod wielkim lustrem w pokoju,którego już nie ma (jest jeszcze na wszystkich djęciach,zwłaszcza tych w sepii).Znałam zapach tych wszystkich wnętrz,co kojarzą mi się z naszym Początkiem.Stawiające włosy na głowie i dziwaczne,jak wszystko szybko się zmienia,znika,przechodzi jedno w drugie.
Teraz-już ciepło.Jeszcze niedawno przewijałam miesiące w komórkowym kalendarzu i liczyłam,ile do czerwca.A teraz on właśnie trwa.Kilka chwil,i będziesz delikatnie opalona,rozczochrana od wiatru,zapalimy świece na balkonie i wychylimy toast za nasze pierwsze lato.Będzie łagodnie i klimatycznie,i nie puszczę Cię od siebie na krok,nawet do łazienki.Znajdziemy letnią knajpkę w miejsce naszej zimowej chocolaterii,inne piosenki do kojarzenia z zapachem Twojej skóry i ciepłego kurzu po wybieganym,dziecinnie radosnym dniu.
Sesja.Link Dzisiaj mamy 26.czerwca.2008 :: 04:00
Mon petit cadeau(1)
Jest niemal czwarta rano.
Klęczę na dywanie pośród porozrzucanych słów,które kleją się do pięt,ud i palców.
"Różnimy","ktoś","nic","nic,nic dwa razy","świata"...
Tak więc wdeptuję w dywan rozmaite wyrazy,odrywam je też od skóry,a śmierdzę strachem jak zwierzę.To dlatego,że panicznie boję się zawieść oczekiwania (głównie własne).
A jednak prawda,myślę,gapiąc się na granatowiejące (czy istnieje taki przymiotnik?)okno.Zapach strachu istnieje.Czuję go wyraźnie,choć równie dobrze może to być również kawa,zajęty dzień,wczorajsze papierosy,niedoschnięty od czterech lat tynk na ścianach mojego pokoju.Podobno zwierzęta rzeźne trzeba zabijać na tyle szybko,aby się nie zdążyły wystraszyć,bo pot śmiertelny sprawia,że mięso jest niesmaczne.
Gdyby mnie teraz zabito,nasuwa się więc wniosek,byłabym niezwykle gorzka na języku bezimiennego fana mięsiwa.
2008
876543212007
1211109876543212006
1211109876543212005
1211109876543212004
121110
PlanetOutlesbijkaplotySSYuMedatabaseo ludziachstreetpeeperDublin!streets of warsawtak chodzą tam dalekothe sartorialistbańkakomikslistaMar.M.winneJ.L.BMP.uTube?zawartość niekwestionowanaukradnijmy muzykę.elegance in stupidity
(c) layout by Inez for
Szablony.Blogowicz